
Co może powstać, gdy film o faszystach chce nakręcić żarliwy komunista znany ze swoich homoseksualnych upodobań, odczuwający pociąg do młodszych chłopców i snujący makabryczne wizje na temat własnej śmierci? Dodajmy, że czyni to opierając się o książkę Markiza de Sade- jednego z bardziej znanych libertynów XVIII wieku.
‘Salo, czyli 120 dni Sodomy’ jest ostatnim, a równocześnie najsłynniejszym dziełem Pier’a Paolo Pasoliniego, które w 32 lata po powstaniu nadal wzbudza niemałe kontrowersje.
Markiz de Sade w swojej książce starał się ukazać rozmaite perwersje, zboczenia i wynaturzenia jakie mogą występować w życiu człowieka- nietrudno zrozumieć, że film, który bardzo wiernie czerpał z twórczości libertyna, został w większości krajów zakazany i niemożliwością jest zdobycie go legalną drogą.
‘Salo…’ ma niezbyt skomplikowaną fabułę: czwórka wpływowych i bogatych faszystów porywa z pomocą grupki żołnierzy kilkunastu chłopców i tyleż samo dziewczyn, a następnie zabiera ich do swojej rezydencji, aby oddawać się rozmaitym orgiom. Towarzyszy im kilka starszych i bardzo doświadczonych znajomych prostytutek, które zabawiają ich historiami z własnej młodości.
Pasolini serwuje nam całą panoramę dewiacji seksualnych: homoseksualizm (od 1991 r. nie jest uznawany za dewiację), sadomasochizm, fetyszyzm, koprofilia, tanatofilia, urofilia.
Widzowi oszczędzono jedynie sodomii i nekrofilii, co nie zmienia niezwykle brutalnego, naturalistycznego i dla wielu wstrząsającego charakteru filmu.
Nawet po kinie gore typu Ichi the Killer, czy Visitor Q oglądniecie sceny uroczystej kolacji, na której głównym daniem jest ludzki kał, może powodować obrzydzenie i zwyczajny wstręt.
Jeśli uda nam się przestać zastanawiać nad osobą reżysera (‘kto był na tyle chory, żeby to nakręcić…’) to uderzy nas multum dewiacji nagromadzonych w umysłach czterech, z pozoru normalnych (acz niezbyt przystojnych) dżentelmenów. Po pewnym czasie zmniejsza się antagonizm pomiędzy katami, a ich ofiarami. ‘Więźniowie’ zaczynają sami donosić na swoich towarzyszy niedoli, co w efekcie doprowadza do śmierci dwójki osób.
W tym świetle znamienne okazują się słowa jednego z faszystów: ‘Nic nie jest bardziej zaraźliwe, niż zło’.
Pominę barwne opisywanie soczystych scen, ponieważ kto będzie chciał i tak sięgnie po ‘Salo…’. Obecnie taki film nie miałby prawa powstać- Pier Paolo Pasolini stworzył prawdopodobnie ostatni tak głośny, epatujący seksem obraz w dziejach europejskiej jak i światowej kinematografii.
Czym tak naprawdę jest włoski ‘Salo…’- czy tylko odzwierciedleniem
(w przekonaniu niektórych) chorych myśli i marzeń reżysera? Na pewno nie- Pasolini pragnął szokować i bulwersować- jak sam mówił: „Przed człowiekiem stoją tylko dwie możliwości: albo wyrazi samego siebie i umrze, albo pozostanie nieśmiertelnym, ale niemym…” . Wśród głosów krytyki nie sposób zaprzeczyć, że spełnił pierwsze trzy warunki osiągając więcej niż chciał.
Przejdźmy jednak do najważniejszego pytania- czy warto oglądać ten film?
Mimo wszystko uważam, że tak- kino to sztuka prawie nieograniczona i powinna być różnorodna, a czasem nawet brzydka i odrażająca- właśnie dlatego, aby została zapamiętana.
Pasolini chciał też uwiecznić filozofię Donatien’a A. F. de Sade.
Markiz spisał co wg niego nastąpiłoby, gdyby człowiek wyzwolił swoją podświadomość i dążył do realizacji nawet najskrytszych pragnień i namiętności- to samo ukazał Pasolini wykorzystując do tego znienawidzoną przez siebie ideologię.
Bo czy nie jest tak, że cywilizacja rzeczywiście narzuca nam normy i zasady, dzięki, którym możliwe są wzajemne bezproblemowe relacje, ale dzieje się to kosztem ograniczenia naszych pierwotnych instynktów i pragnień, które kryją się w każdym umyśle? Zastanówmy się nad tym zanim okrzykniemy ‘Salo…’ filmem chorym i pozbawionym wartości.
‘Normalność jest linoskoczkiem nad otchłanią nienormalności’.
Przydatne linki:
Ciekawy opracowanie o Markizie de Sade
Wyczerpująca biografia P. P. Pasoliniego
Download filmu (konieczna rejestracja)
Jednak nie … nadal nie mam ochoty na oglądanie tego filmu – mimo, że bardzo się starałeś ukazać go w pozytywnym świetle, mam wrażenie, że moja odporność na zboczenia/dewiacje/perwersje/wynaturzenia (niepotrzebne skreślić) kończy się na twórczości Pana Takashiego M. (zastanawiam czy to dobrze o mnie świadczy czy raczej nie…)
Wiesz- psycholog mi powiedzial, ze potrafie sie skutecznie odcinac od przezywania uczuc ;-) To moze miec negatywne skutki, ale w przypadku ogladania takich filmow jest jak najbardziej wskazane.
Rozumiem każdego kto nie chce oglądać ‘Salo…’ bo sam po raz pierwszy miałem wątpliwości czy sięgać po tak znany film, a przeciez juz troche ich widzialem.
cywilizacja … narzuca nam normy… dzieje się to kosztem ograniczenia naszych pierwotnych instynktów
a cóż to (niby) znaczy?
pierwotne = to zaraz (i TYLKO) złe?
a potrzeba życia we Wspólnocie — niby nie jest „pierwotna”?
znaczy: ZASADY (np. niezabijanie wszystkiego, co się rusza) — są sztuczne; a PRAWDZIWE jest tylko szaleństwo?…
dziwne.
ps.
(lubiłem pasoliniego; ale chyba wolalem Decameron czy nawet Medeę. też o trudnych sprawach filmy;)
Nikt nie pisze, ze pierwotne to złe- pierwotne w tym przypadku to wynikajace jeszcze ze zwierzecych instynktow.
Zarowno de Sade jak i Pasolini w 120 dniach Sodomy dotkneli tej zlej czesci pierwotnych instynktow. To ze sa one tylko i jedynie zle dopowiedziales juz sobie sam.
A może to cywilizacja zamęcza nas swoimi zasadami, a w nas ludziach – istotach o dobrym sercu – gromadzą się w wyniku tego negatywne emocje, które powodują w nas gotowość do odreagowania (np. poprzez gnębienie innych). J. J. Rousseau się kłania. Dyskusja stara jak świat.
Od jakiegoś czasu ciekawi mnie fakt że w dyskusji natura-kultura nie ma w zasadzie ani słowa o człowieku. :)
Dokladnie tak- uwazam, ze wiekszosc chociazby chorob psychicznych to nic innego jak negatywne wplywy cywilizacji na jednostke.
ja przedstawiam jak sprawe widzial de Sade i jak czerpal z niego Pasolini. Lubie oddawac sie filozoficzno-spoleczno-psychologicznym dyskusjom, ale to blog bardziej filmowy :-)
PS: Masz bardzo ciekawy blog- musze poczytac jak znajde czas w weekend
Obejrzałam to jakiś czas temu. Obrazy są mimo wszystko bardziej sugestywne niż książki de Sade’a. Dbając o żołądek i sny, nie zamierzam już do tego wracać, tak jak nie zamierzam oglądać po raz drugi filmów dokumentalnych z “Unit 731″. Ale jednak chyba trzeba mówić o wszystkim, żeby wiedzieć, co ludzie potrafią zrobić sobie nawzajem, jeśli tylko przyjmą “odpowiednie” założenia.
No ale film w sumie potrzebny. Przynajmniej człowiek wie czego nie ma ochoty oglądać. Dodatkowo może stanowić pożywkę dla wszelkiej maści moralizatorów, którzy będą mieli o czym pisać i robić mu reklamę.
Ciekawe, że bardzo rzadko znajdzie się ktoś kto chciałby sobie pooglądać dla przyjemności jedzenie kupy ale znajdą się setki i tysiące ludzi, którzy chętnie by tego zakazali.
Tym razem refleksja natury ogólnej ale związana z filmem. :)
ad PS: Zapraszam. :)
Wlasnie to mnie zastanawia w tym filmie- ja wiem, ze nie chcialbym ogladac go drugi raz (ba, dzisiaj popatrzylem tylko na screeny i juz ogarnelo mnie uczucie ogolnej niecheci), ale mimo wszystko wiem, ze nie moglbym go nie ogladnac :-)
Nie bylbym w stanie powiedziec komus z czystym sumieniem (czyste nieuzywane), ze polecam ten film i ze warto go ogladnac, ale mimo wszystko wewnetrznei czuje, ze to taka powinosc kazdego w miare obytego kinomana- popatrzec na kino od kazdej mozliwej strony.
A takie filmy jak ‘Salo…’, czy przypomniany mi przez szprot(k?)ę ‘Man behind the sun’ są znane i sławne tylko dlatego, ze zostaly wyklęte, zabronione i okrzyczane zlymi oraz amoralnymi. Zycie sklada sie z samych paradoksow :-)
“Niedługo ‘oskarowe’ recenzje:”
niedługo – znaczy kiedy? dwa tygodnie? bo się zapowiadasz z pięcioma recenzjami, a nie wydaje mi sie żeby to za szybko sie ukazało ;)
Ja pierdziu co najwyzej do szkoly nie pojde :->
Babel moze jeszcze dzisiaj bo przeciez ogladalem.
edit: Juz napisalem, ale wrzuce wieczorem.
W filmie została oddana istota faszyzmu, na zlotach MW, NOP i ONR stanowi on fil instruktażowy.
cdrftgyhuj cdrft65